Czyli Matka, Syn, Córka i pies z kotem.

Trzyitrzy.

Coś we mnie pękło. Nie wiem czy to grypa spowodowała, silny antybiotyk czy zmęczenie. Miałam ochotę powiedzieć, że mam to wszystko w dupie i chcę wracać do domu, do dzieci i do normalności. Tyle, że ta moja normalność jest zwyczajna tylko dla mnie. Reszta społeczeństwa uznałaby, że jest źle. I mieliby rację. Nie mam możliwości wrócić dopóki nie spłacę zobowiązań. To podstawa.

Wczoraj miałam urodziny. Miałam ochotę być sama. Tak po prostu sama ze sobą. Iść na spacer, bo miałam dzień wolny, pooddychać normalnym spokojem nad morzem, zwłaszcza, że przed południem była ładna pogoda. Nic z tego nie wyszło. Nie mogło. Pół dnia przespałam zmęczona katarem i kaszlem. Nie tak wyobrażałam sobie urodziny. Cóż, zawsze traktowałam ten dzień jako zwykłe dwadzieścia cztery godziny i gdyby nie choroba to byłoby właśnie tak. Zwyczajnie. Ale wiecie co, to jednak nie był zwyczajny dzień. Wieczorem wszystko się zmieniło. Miałam małe przyjęcie urodzinowe. Takie z ciastem, z winem, z ludźmi. I było cudownie. Naprawdę. Przyszły dziewczyny, z którymi poznałam się przy podpisywaniu umowy i staramy się trzymać razem, bo w grupie raźniej i samotność tak strasznie nie dokucza. Mnóstwo ludzi złożyło mi życzenia na twarzowym portalu, pewnie on sam im o tym przypomniał, nie ważne, ja też nie pamiętam o połowie jakichkolwiek dat. Były telefony, smsy, moje dzieci przez telefon zaśpiewały mi sto lat, było naprawdę fajnie. M. zadzwonił i nie omieszkał zaznaczyć, że praca za barem nie wymaga specjalnej znajomości języka angielskiego. Ma rację, on zna język bardzo dobrze, niech sądzi, że takimi słowami nikogo nie rani, mnie to już nie rusza, przyzwyczaiłam się do tego, że jego aspołeczne zachowanie jest przejawem niedostosowania i braku zrozumienia drugiego człowieka, wszak, zgodnie z panującymi normami, często ludzie bardzo inteligentni są trudni i aspołeczni. Ten przypadek to potwierdza. Jednak z tego wszystkiego najbardziej przykro było mi przez relacje z P. A właściwie to co z niej zostało. Nie ma nic. Suche dwa słowa i nic więcej. Chciałam żeby był, żebym mogła się do niego przytulić, chwilę poczuć bezpieczna. Liczyłam to, a jednak nic się nie wydarzyło i nic więcej się nie wydarzy. Zadałam mu jedno pytanie, jakiś czas temu i rozpętała się o to burza. Proste pytanie, które mógł skwitować dwoma wyrazami „po nic” i też byłoby ok. A jego zachowanie pokazało mi, jak bardzo nasza relacja jest dla niego niewygodna i niepotrzebna. Ja go potrzebuję jako człowieka, faceta, ale nie na stałe, tak jak do tej pory, na te chwile, a on lubi być sam. Woli być sam. Rozumiem, cieszę się, że umie być szczery, chociaż pomimo naszej umowy dotyczącej naszej relacji ciągle coś podejrzewa. Nie umiem tak. Są dla mnie ważne dni lub trudne i wtedy właśnie potrzebuję, żeby ktoś przy mnie był, chociażby po tej drugiej stronie słuchawki. Niezobowiązująco, po prostu był. A jego wczoraj nie było. W żaden sposób. Kolejny krok na przód. Kolejna nauka, kolejne wnioski. Zawsze mówię, że spotykamy w naszym życiu kogoś, bo ma nas czegoś nauczyć. Każdy dzień tutaj uczy mnie czegoś nowego. Coraz bardziej poznaję siebie i ludzi, który do tej pory mnie otaczali i który weszli w moją rzeczywistość.

Za wszystkie miłe słowa, ciepłe gesty, za pamięć i życzenia dziękuję wszystkim. Mieć świadomość tego, jak dla wielu ludzi jestem kimś istotnym w ich życiu uczy mnie doceniać samą siebie i życie.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *