Czyli Matka, Syn, Córka i pies z kotem.

Statystycznie.

Statystycznie.

Matka ma spektrum naiwności w zasobach psychiki. Dzisiaj na przykład sądziłam, nie, ja byłam pewna, że się wyśpię.

Tak luksusowo do siódmej rano. Informacja dla nie-rodziców: tak, spanie przy przedszkolno-szkolnym tandemie do siódmej rano luksus. Przy znacznie mniejszych dzieciach fakt zamknięcia oka innego niż mruganie to…. moment wyjątkowy. Wracając. Dzieci większe, to i Matka czasem śpi. A gówno śpi. Powiedzieć Wam jak to teraz wygląda? Ostatni miesiąc ekipa mieszka z dziadkami a Matka dojeżdża do nich na weekendy. Przyjeżdża taka Matka w piątek, piątunio, piątolągo do domu. Zazwyczaj w okolicach 20-21 i już ma plan ze jak tylko dzieci pójdą spać to i Matka zalegnie. Nadzieja pryska w okolicach 23, kiedy to Matka ma mózg nieczynny, a funkcje życiowe zachowuje z przyzwyczajenia i poczucia obowiązku wobec dzieci. Z przyczyn nie zawsze zależnych od Matki, zasypia koło pierwszej w nocy. Koło drugiej przytransportowują się dzieci. Jedno ze swoją kołdrą nawet. I nigdy razem, więc proces logistyczny też trochę trwa. Koło 3.30 przyszedł koteł i mamrotał przez pół godziny coś pod nosem Matce do ucha. Przecież sierściucha nie wywalę. W okolicach piątej pies zrobił zasłonę dymną puszczając smrodliwego bąka. Wtedy już Matka straciła tolerancję i soczyście przeklinając kazała psu iść w cholerę. Nie posłuchał. Matka też nie do końca pamięta czy to powiedziała na głos czy jednak pomyślała jedynie. Godzinę później pies postanowił, że będzie się co pięć minut przenosił w inne miejsce stukając pazurami po panelach. Tego było za dużo. Wywaliłam gada na podwórko, w zasadzie łaził w te i z powrotem bo pewnie mu się siku chciało, więc, jakby sukces osiągnął. I to była jedyne 15 minut, kiedy Matka spała. Syn nie próbował przeciągnąć ręki Matki na swoją stronę, Córka nie starała się w sposób transplantologiczny umieścić pięty w oku Matki, kot spał, pies był na podwórku. Zatem raj. Piętnaście pierdolonych minut to trwało!

Potem pies na zewnątrz zaczął gonić wyimaginowanych złodziei, sąsiadów czy innych tam. Niech sobie robi co chce, ale szczekać przy tym nie musi, a darł się okropnie! Wzięłam go do domu. Przed siódmą Syn ogłosił, że mam go natychmiast przytulać. Córka się obraziła i zaczęła prawie szlochać, pies zdecydował, że Matka za długo śpi i włożył mi zimny nos prosto w nagą stopę. Ja pierdole!  Pies ma doktorat z wybudzania Matki tym zimnym nosem. Dzieciom, fanatykom precli z Lidla, zasugerowałam, że owy wypiek jest na blacie w kuchni obok czajnika. Tego fragmentu o czajniku nie usłyszeli, bo już mieli precle w zębach. Telewizor włączyli przypadkiem, no ale łóżko miałam dla siebie. Tylko, że mój pies uważa, że skoro on wstał to i ja spać nie muszę. Piszczał, trącał Matkę nosem, próbował łapą przestawić kolejność kości w matkowej dłoni, a na koniec wtarabanił się do łóżka, sadzajac zad na Matce. Ok. Matka zrozumiała, że na spanie nie ma co liczyć. 

Kurwajegomać. Noc. Marzenia. Nadzieja na sen. I jest siódma rano. Witaj nowy dniu!
A skąd wiem, co o której godzinie, się zapytacie? Bo telefon Matki co godzinę zgłaszał magicznie upierdliwym sygnałem, że jeszcze mu zostało proporcjonalnie mniej baterii. Procentowo!
Procentowo to dzisiaj Matka zasmakuje w zasobach alkoholowych dziadka, następna noc będzie przespana! Mam nadzieję.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *