Czyli Matka, Syn, Córka i pies z kotem.

Tu można czytać.

New.

New.

Pierwszy od wielu tygodni wpis. Nie miałam sił. Dużo się działo. W skrócie: wkrótce nowa odsłona bloga. Córka skończyła pięć lat. Syn ma szczerby w uzębieniu na trzy sztuki. Matka ma portfel pusty jak kufer świętego Mikołaja po rozdaniu prezentów. Dzieci są na wsi. Matka […]

Skarga.

Skarga.

Staram się rozmawiać z dziećmi codziennie. Jednak czasem, chociaż rzadko nie dam rady zadzwonić. Rozmowy z Synem polegają na tym, że ja pytam, a on odpowiada twierdząco lub przecząco. Bywa, że wyrwie mu się pełne zdanie, z czego Matka jest niezmiernie dumna. Z Córką jest […]

Wytłumaczenie.

Wytłumaczenie.

Teraz będzie coraz mniej pisania. Przepraszam. Jakoś naiwnie sądzę, że nie mówienie o problemie sprawi, że owe trudności znikną. A może powinny zniknąć. Do tej pory pojawiały się tutaj, a jednak, znów nie umiem się przemóc, żeby wszystkie swoje słowa zapamiętać. Do tej pory blog był związany z życiem dzieci, z ich problemami i z problemami z nimi. Teraz ich nie ma. Nie ma mnie z nimi. Problemy są dalej, ale na odległość nie umiem ich rozwiązywać. Przez telefon cieszę się każdym ich słowem, bo rozmawiać nie bardzo lubią lub muszą mieć nastrój, więc każde, nawet zaskakujące „No wiesz…” Córki, czy „Oj mamuniu” Syna jest czymś szczególnym, co chciałabym zachować dla siebie. Bo tak niewiele tego mam, że zalepiam ogromną dziurę tęsknoty, małymi kawałkami materiału z chwil spędzonymi z nimi, telefonicznych chwil.

Jestem matką, nawet nie wiedziałam jak bardzo.

Syn.

Syn.

Wyobrażacie sobie, że mój mały kochany Syneczek skończył właśnie sześć lat? Poważny facet z niego! Tradycyjny prezent ode mnie. List. Kiedyś powinien go tu przeczytać. Będzie starszy, jeszcze bardziej cudowny, może zbuntowany, może już szanujący starą Matkę. Czas pokaże i nauczy nas wszystkiego. Kochany Synku! […]

Trzyitrzy.

Trzyitrzy.

Coś we mnie pękło. Nie wiem czy to grypa spowodowała, silny antybiotyk czy zmęczenie. Miałam ochotę powiedzieć, że mam to wszystko w dupie i chcę wracać do domu, do dzieci i do normalności. Tyle, że ta moja normalność jest zwyczajna tylko dla mnie. Reszta społeczeństwa […]

Bank.

Bank.

Jak się mówi, że coś jest na bank, to znaczy, że na pewno. Nie w Anglii. Bo widzicie, tutaj na bank nie można dostać konta w banku. W Polsce wystarczy, że wejdziesz na stronę banku i złożysz wniosek o konto, a potem czekasz tylko na maila i pocztę z dokumentami do podpisania i konto masz. Tutaj najpierw musisz się umówić na spotkanie z pracownikiem banku, a spotkanie można mieć nie-wiadomo-kiedy. Mi się udało załatwić z dnia na dzień. Ktoś tam nade mną czuwa 😉

Poszliśmy większą grupą do banku, bo wiadomo, że tutaj każdy nie wie co i jak, a w grupie raźniej. Mina pani z banku była niesamowita. Mam wrażenie, że nigdy nie widziała tylu osób naraz. Nieśmiało zapytała czy my wszyscy chcemy założyć konto i czy na pewno każdy z osobna. Urocza osoba, dostała aż wypieków na twarzy gdy prosiła każdego z nas o dowody do skserowania. Dla nas to było zabawne, dla niej raczej nie. No trudno, tu gdzie pracuję jest pełno Polaków, więc powinna się przyzwyczaić. Tej całej grupy, było nas raptem siedem osób, ale widać to już zakrawało na tłum.  Udało się ogarnąć, a co najważniejsze uzyskać terminy.

Na drugi dzień poszłam na spotkanie, okazało się, że jednak moje dokumenty nie są prawidłowo wystawione. Bo na dowodzie mam dwa imiona a na dowodzie zameldowania, który wystawił mi pracodawca mam tylko jeden. Niech mi pokażą drugą taką osobę w całej Anglii z moim imieniem i dwoma takimi nazwiskami. Założę się o milion funtów, że nie ma. Poleciałam, wydali na nowo. Konto założyli. Pytania były ciekawe, o to czy zamierzam tu zostać na stałe. Oczywiście, że zamierzam, pół rodziny tu zabiorę, otworzę polską knajpę i żyć będę jak królowa. Pierdylion niepotrzebnych pytań, którymi umiejętnie można manipulować i zbijać z tropu urzędnika bankowego. Ale wiecie co, nic tak mnie nie zaskoczyło jak wygląd osoby która ze mną rozmawiała. Na moje oko ja plus dodatkowe 10 centymetrów wzrostu plus 20 kilo więcej. Sukienunia z rozpierdakiem do samej dupy i kardigan (chuj wie jak to się poprawnie pisze). Na brzuchu odbite fałdki ludzika michelin. Żadnych kompleksów, naprawdę żadnych tutaj kobiety nie mają. Wylewają się spod ubrań i dalej wpierdalają na potęgę. Sama nie jestem chuda, szczupła, ale nie odważyłabym się wcisnąć w taki kostiumik tylko po to, żeby być twarzą banku. Na bank.

Czeńdżys.

Czeńdżys.

Wiecie jak to jest, kiedy ma się już wszystkiego po dziurki w nosie, kiedy wszystko co można było zrobić już zostało zrobione? Ja wiem. Tyle, że został mi jeden krok, którego nigdy nie zrobiłam i którego bałam się najbardziej na świecie. Wyjazd za granicę. I […]

Prosiaczek.

Prosiaczek.

Z błogiego snu wyrwał mnie dziki wrzask Córki, która z pełną gracją napadła na mnie po szóstej rano. – Maaamusiuuu! A Twój Syn w chlewiku chleba szuka i wszystko porozwalał! – te moje dzieci znają milion sposobów, żeby Matkę zadziwić, zwłaszcza jak jedną półkulą mózgu […]

Obrońca.

Obrońca.

– Czemu ten pies zamknięty w pokoju jest? – pytam się Muterka, bo nagminnie Bregowy w pokoju karę odsiaduje.
– Bo co się liść na podwórku ruszy, albo auto przejedzie to się drze.
– To weź mu przed nosem machnij szmata i powiedz „nie wolno szczekać w domu”. – już wyjaśniam: do szmaty pies ma rezerwę, niczego tak się nie boi jak szmaty, chodzi o to, że jak się zaperzy na coś, to nie ma szans żeby go w domu uspokoić. Na podwórku jest odwoływalny.
Na co weszła Córka i drze się od progu: – Nie wolno mojego psa walnąć szmatą! Bo ja go będę bronić!
No tak. Pies broni jej, ona jego. Komitywa;-)

Intersiti.

Intersiti.

Magia pociągów. Obok siedzi facet który chrapie. Przede mną facet, który niemiłosiernie bączy a za mną student pijacy kole i beka. Kurwa mać, jeszcze nie ma do kogo paszczy otworzyć. Milczeć trzeba. Same niedogodności.

Planetarium.

Planetarium.

Matka to czasem jest zbyt oszczędna w myśleniu. Aż dziw bierze, że nie zapomina jak się nazywa. Znaczy reaguje też na „czekoladę chcesz”, ale przeważnie na swoje imię reaguje. Siedzi oto Matka w pociągu. Do Wrocławia zmierza. Noc jeszcze. Po Wrocławiu jedzie dalej. W piz-du, […]